Miałem Ochotę Zadźgać Ich Nożem...
-JUSTIN?!-Wprost wydarłam się. Patrzył na mnie jakby chciał wyłapać kim jestem. Boże jak mnie nie rozpoznał to go chyba zabiję! Patrzył i patrzył. Mówiłam już jak tego nienawidzę. Jego towarzysze patrzyli na mnie jak na wariatkę.
-B...Bells?- Wyjąkał.
Przez chwilę nie był pewny, ale od razu uśmiechnął się i rzucił się na mnie z uściskiem.-
Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś w Londynie?
-Później ci
powiem, teraz mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.-Zmarszczył brwi- „Snipers’i”
tu są. Myślałam, że oni nie mogą przebywać na terenie szkoły!- Pisnęłam. On
odwrócił się do okna i pokiwał głową.
-Trzeba będzie
ich...- Nie dokończył zatkałam mu usta ręką.
-Zamknij się!
Wiesz dobrze, że w każdym miejscu do którego mają dostęp zakładają podsłuch...-Wysyczałam
dość sfrustrowana jego bezmyślnością.- Widzę, że nadal nazywają cię „Shadow”
mój bracie(Chodzi o braterstwo gangu).
-Tak. –Uśmiechnął
się z wyższością-A ciebie jak zwą?-Nie zdążyłam nic powiedzieć bo Trevor mi się
wtrącił. Grrr!
-To jest „Ruthless”-Wzdrygnął
na mój pełen zirytowania wyraz twarzy.- I to nie tylko kryptonim.-Głośno przełknął
ślinę. Justin uśmiechnął się.-Zasugerowałem, że nie umie posługiwać się nożem i
zrobiła mi to.-Pokazał sześć nacięć w równych odstępach na swojej ręce.- Groziła
mi też kastetem.-Wzdrygnął się mówiąc o tym. Serio?! On się mnie boi? HAHA!
-Zawsze wolałaś używać
pięści.- Zaśmiał się- Ale nie wierze ci, żebyś wzięła kastet.-Czy on mnie
prowokuje do urwania mu głowy? Bo jeśli tak to mu dobrze wychodzi. Zawsze noszę
pas do którego przytwierdzone są różne bronie dzisiaj był to jedynie
kastet.(Tak na wszelki wypadek) Tak po bandzie to ten pas dostałam jeszcze od
Justina kiedy wyjeżdżałam. Uniosłam koszulkę lekko w górę ukazując pas i błyszczący
na nim, srebrny kastet.-Okej. Zwracam honor.- Śmiał się unosząc ręce w górę.-Czy
to nie ten sam pas który dostałaś ode mnie?- Piątka chłopaków wraz z Trevorem patrzyli
na nas-czytaj mnie i Justina- tak jakby zobaczyli ducha. Spojrzałam w stronę
Treva. Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie „JAK?!”
-Chłopaki to jest
Bells. Moja przyjaciółka- Justin uśmiechnął się w moją stronę i objął moją
talię ramieniem. Ich miny bezcenne. Zaśmiałam się cicho.-Tak w ogóle to co
robisz w Stratford?
-Wiesz mój ojczym
ma tu firmę i się przenieśliśmy.-Piątka nadal stała z szeroko otworzonymi
oczyma. Nagle jeden otworzył usta tak jakby chciał coś powiedzieć. Był to Trev.
-T-to z nim….-Głos
mu się załamał wiedziałam, że chodzi mu o to jak poznałam Snipers’ów. Justin
stał niczego nie świadomy.
-Tak to z nim
przechytrzyłam Snipers’ów.- Chłopak na samo wspomnienie zaczął się śmiać…
&&&
Okazało się, że
na każdą lekcję chodzę z którymś chłopakiem z paczki. Już tak bardzo nie
zwracałam uwagi na to, że każdy dosłownie KAŻDY się na mnie patrzył, ale to
zasługa chłopaków. To przy nich czuję się jak w Londynie, ale przy Justinie
czuje się jakbym nigdy z tond nie wyjechała. Wiem, że top dziwne, ale tak się
czuję.
Teraz już
wiedziałam jak nazywają się poszczególne osoby z paczki.
Było ich
pięcioro, razem z Justinem sześcioro.
Alex. Chłopak
miał duże szmaragdowe oczy. Ciemne brązowe loki spadły kaskadami na jego czoło.
Cerę posiadał mleczną tudzież był bardzo wysoki.
Tony. Miał czarne
włosy zaczesane na żel do góry brązowe oczy, lecz nie był taki wysoki jak Alex.
Dave jako jedyny
z nich miał blond włosy i słodkie niebieskie oczy. Gdybym była policjantem
nigdy nie oskarżyłabym tak słodko i łagodnie wyglądającego chłopca. Był dość
niski bo trochę wyższy ode mnie miał może metr osiemdziesiąt?
Eric. Również
ciemnowłosy, jak dla mnie na pierwszy rzut oka wyglądał na przyjacielskiego. I te jego przeszywające na wylot prawie, że
czarne oczyska. ;Chyba każdy z nich miał jasną karnację.;
&&&
Właśnie zadzwonił
ostatni dzwonek. Ostatnią lekcją była biologia na której siedziałam razem z
Jusinem. Jak zwykle cała klasa musiała się na nas patrzeć. Wyszliśmy z
pomieszczenia na zaludniony korytarz.
-Bardzo się
śpieszysz?- Spytałam go idąc przed siebie.
-NOPE- Tak jak to
miła w zwyczaju przeciągnął końcówkę przebiegając przez swoje ciemne blond
włosy.
-Co ty na mały
seans filmowy u mnie?- Z chęcią przystał na moją propozycję. Ucieszona wyjęłam
komórkę i napisałam SMS’a do taty.
For: Daddy xx
From: Bells
„Tatuś mogę wrócić do domu z kolegą? Prooooooszę…~B
xx”
Nie czekałam
długo na odpowiedź.
From: Daddy xx
For: Bells
„Jasne mała ;D Philip już po was jedzie. Dobrej
zabawy : )”
-Okej.
Phil zaraz przyjedzie.- Zaśmiałam się na widok wyrazu jego twarzy
kto-to-do-cholery-jest?!- Spokojnie Phil to mój szofer.- Zareagował tak samo
jak ja. Nie mogłam opanować śmiechu.
Po jakichś 10
minutach śmiania się na parking podjechał biały Range Rover, a z niego wysiadł Philip.
-Hej Bells-
Przywitał się ze mną buziakiem w policzek.- Twój tata wspominał coś o twoim
koledze.- O słodki boże uśmiechnął się. OMG OMG! Wiem jaram się tym no, ale nie
codziennie uśmiecha się do ciebie taki przystojniak.
-Właśnie Phil to Justin, Justin to Phil.- Wymienili się uściskami I wsiedliśmy do samochodu.
Całą drogę
kłóciłam się jaki film obejrzymy i na moje nieszczęście wygrał on. Ahhh… Po
trzydziestu minutach wjechaliśmy na parking Białej willi z dużym tarasem.
-To serio jest
twój dom?- Był zdziwiony? A może zmieszany?
-Nie kurde misia
Gogo.- Wywrócił oczami rozśmieszony-A co nie podoba się?
-Jak TO ma mi się
nie podobać?! To jest wielkie i boskie!- Wlepiał swój wzrok w dom- Tak w ogóle
jak ci się udało. Kiedy burzyli twój stary dom myślałem, że ich zadźgam nożem,
bo niszczyli miejsce pełne wspomnień, a kiedy zobaczyłem tą willę pomyślałem
sobie, że będą tu mieszkać jacyś nadęci milionerzy, a okazałaś się być to ty!.-Przytulił
mnie tak mocno, że ledwo co mogłam oddychać.
-Wiesz, że nasz
domek na drzewie jeszcze tu jest?- Zrobił minę no-nie-pierdol?!- Nie pierdolę.-Zachichotałam.-
Ale dobra teraz choć do środka.
Wchodząc
zamknęliśmy drzwi i już od progu zawołałam
-Mamo! Zobacz
kogo znalazłam!- Usłyszałam tylko pośpieszne odkładanie talerza i szybkie kroki
zmierzające do korytarza.
-Justy!- Zawołała
moja mama przytulając go. Zaczęłam chichotać na taki widok.
-Mamo już
skończyłaś go miażdżyć?- Dalej rechotałam. Puściła go i fuknęła na mnie.
-Ja też kogoś
znalazłam.- Uśmiechnęła się. A z kuchni wyszła…
_______________________________________________________
JEŻELI TO CZYTASZ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ.
MAM WRAŻENIE, ŻE NIKT TEGO NIE CZYTA V_V
~SWAG


Rozdział został napisany znakomicie !
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do Libster Awards :) Więcej szczegółów u mnie :)
http://bitch-please-i-am-forever-young.blogspot.com/