czwartek, 11 lipca 2013

CHAPTER TWO

Miałem Ochotę Zadźgać Ich Nożem...


-JUSTIN?!-Wprost wydarłam się. Patrzył na mnie jakby chciał wyłapać kim jestem. Boże jak mnie nie rozpoznał to go chyba zabiję! Patrzył i patrzył. Mówiłam już jak tego nienawidzę. Jego towarzysze patrzyli na mnie jak na wariatkę.
-B...Bells?- Wyjąkał. Przez chwilę nie był pewny, ale od razu uśmiechnął się i rzucił się na mnie z uściskiem.- Co ty tu robisz? Czemu nie jesteś w Londynie?
-Później ci powiem, teraz mamy ważniejsze sprawy do załatwienia.-Zmarszczył brwi- „Snipers’i” tu są. Myślałam, że oni nie mogą przebywać na terenie szkoły!- Pisnęłam. On odwrócił się do okna i pokiwał głową.
-Trzeba będzie ich...- Nie dokończył zatkałam mu usta ręką.
-Zamknij się! Wiesz dobrze, że w każdym miejscu do którego mają dostęp zakładają podsłuch...-Wysyczałam dość sfrustrowana jego bezmyślnością.- Widzę, że nadal nazywają cię „Shadow” mój bracie(Chodzi o braterstwo gangu).
-Tak. –Uśmiechnął się z wyższością-A ciebie jak zwą?-Nie zdążyłam nic powiedzieć bo Trevor mi się wtrącił. Grrr!
-To jest „Ruthless”-Wzdrygnął na mój pełen zirytowania wyraz twarzy.- I to nie tylko kryptonim.-Głośno przełknął ślinę. Justin uśmiechnął się.-Zasugerowałem, że nie umie posługiwać się nożem i zrobiła mi to.-Pokazał sześć nacięć w równych odstępach na swojej ręce.- Groziła mi też kastetem.-Wzdrygnął się mówiąc o tym. Serio?! On się mnie boi? HAHA!
-Zawsze wolałaś używać pięści.- Zaśmiał się- Ale nie wierze ci, żebyś wzięła kastet.-Czy on mnie prowokuje do urwania mu głowy? Bo jeśli tak to mu dobrze wychodzi. Zawsze noszę pas do którego przytwierdzone są różne bronie dzisiaj był to jedynie kastet.(Tak na wszelki wypadek) Tak po bandzie to ten pas dostałam jeszcze od Justina kiedy wyjeżdżałam. Uniosłam koszulkę lekko w górę ukazując pas i błyszczący na nim, srebrny kastet.-Okej. Zwracam honor.- Śmiał się unosząc ręce w górę.-Czy to nie ten sam pas który dostałaś ode mnie?- Piątka chłopaków wraz z Trevorem patrzyli na nas-czytaj mnie i Justina- tak jakby zobaczyli ducha. Spojrzałam w stronę Treva. Jego wyraz twarzy mówił sam za siebie „JAK?!”
-Chłopaki to jest Bells. Moja przyjaciółka- Justin uśmiechnął się w moją stronę i objął moją talię ramieniem. Ich miny bezcenne. Zaśmiałam się cicho.-Tak w ogóle to co robisz w Stratford?
-Wiesz mój ojczym ma tu firmę i się przenieśliśmy.-Piątka nadal stała z szeroko otworzonymi oczyma. Nagle jeden otworzył usta tak jakby chciał coś powiedzieć. Był to Trev.
-T-to z nim….-Głos mu się załamał wiedziałam, że chodzi mu o to jak poznałam Snipers’ów. Justin stał niczego nie świadomy.
-Tak to z nim przechytrzyłam Snipers’ów.- Chłopak na samo wspomnienie zaczął się śmiać…
&&&
Okazało się, że na każdą lekcję chodzę z którymś chłopakiem z paczki. Już tak bardzo nie zwracałam uwagi na to, że każdy dosłownie KAŻDY się na mnie patrzył, ale to zasługa chłopaków. To przy nich czuję się jak w Londynie, ale przy Justinie czuje się jakbym nigdy z tond nie wyjechała. Wiem, że top dziwne, ale tak się czuję.
Teraz już wiedziałam jak nazywają się poszczególne osoby z paczki.
Było ich pięcioro, razem z Justinem sześcioro.
Alex. Chłopak miał duże szmaragdowe oczy. Ciemne brązowe loki spadły kaskadami na jego czoło. Cerę posiadał mleczną tudzież był bardzo wysoki.
Tony. Miał czarne włosy zaczesane na żel do góry brązowe oczy, lecz nie był taki wysoki jak Alex.
Dave jako jedyny z nich miał blond włosy i słodkie niebieskie oczy. Gdybym była policjantem nigdy nie oskarżyłabym tak słodko i łagodnie wyglądającego chłopca. Był dość niski bo trochę wyższy ode mnie miał może metr osiemdziesiąt?
Eric. Również ciemnowłosy, jak dla mnie na pierwszy rzut oka wyglądał na przyjacielskiego.  I te jego przeszywające na wylot prawie, że czarne oczyska. ;Chyba każdy z nich miał jasną karnację.;
&&&
Właśnie zadzwonił ostatni dzwonek. Ostatnią lekcją była biologia na której siedziałam razem z Jusinem. Jak zwykle cała klasa musiała się na nas patrzeć. Wyszliśmy z pomieszczenia na zaludniony korytarz.
-Bardzo się śpieszysz?- Spytałam go idąc przed siebie.
-NOPE- Tak jak to miła w zwyczaju przeciągnął końcówkę przebiegając przez swoje ciemne blond włosy.
-Co ty na mały seans filmowy u mnie?- Z chęcią przystał na moją propozycję. Ucieszona wyjęłam komórkę i napisałam SMS’a do taty.
For: Daddy xx
From: Bells
„Tatuś mogę wrócić do domu z kolegą? Prooooooszę…~B xx”
Nie czekałam długo na odpowiedź.
From: Daddy xx
For: Bells
„Jasne mała ;D Philip już po was jedzie. Dobrej zabawy : )”
-Okej. Phil zaraz przyjedzie.- Zaśmiałam się na widok wyrazu jego twarzy kto-to-do-cholery-jest?!- Spokojnie Phil to mój szofer.- Zareagował tak samo jak ja. Nie mogłam opanować śmiechu.
Po jakichś 10 minutach śmiania się na parking podjechał biały Range Rover, a z niego wysiadł Philip.
-Hej Bells- Przywitał się ze mną buziakiem w policzek.- Twój tata wspominał coś o twoim koledze.- O słodki boże uśmiechnął się. OMG OMG! Wiem jaram się tym no, ale nie codziennie uśmiecha się do ciebie taki przystojniak.
-Właśnie Phil to Justin, Justin to Phil.- Wymienili się uściskami I wsiedliśmy do samochodu.
Całą drogę kłóciłam się jaki film obejrzymy i na moje nieszczęście wygrał on. Ahhh… Po trzydziestu minutach wjechaliśmy na parking Białej willi z dużym tarasem.

-To serio jest twój dom?- Był zdziwiony? A może zmieszany?
-Nie kurde misia Gogo.- Wywrócił oczami rozśmieszony-A co nie podoba się?
-Jak TO ma mi się nie podobać?! To jest wielkie i boskie!- Wlepiał swój wzrok w dom- Tak w ogóle jak ci się udało. Kiedy burzyli twój stary dom myślałem, że ich zadźgam nożem, bo niszczyli miejsce pełne wspomnień, a kiedy zobaczyłem tą willę pomyślałem sobie, że będą tu mieszkać jacyś nadęci milionerzy, a okazałaś się być to ty!.-Przytulił mnie tak mocno, że ledwo co mogłam oddychać.
-Wiesz, że nasz domek na drzewie jeszcze tu jest?- Zrobił minę no-nie-pierdol?!- Nie pierdolę.-Zachichotałam.- Ale dobra teraz choć do środka.
Wchodząc zamknęliśmy drzwi i już od progu zawołałam
-Mamo! Zobacz kogo znalazłam!- Usłyszałam tylko pośpieszne odkładanie talerza i szybkie kroki zmierzające do korytarza.
-Justy!- Zawołała moja mama przytulając go. Zaczęłam chichotać na taki widok.
-Mamo już skończyłaś go miażdżyć?- Dalej rechotałam. Puściła go i fuknęła na mnie.
-Ja też kogoś znalazłam.- Uśmiechnęła się. A z kuchni wyszła…
_______________________________________________________
*Kastet-

Jak myślicie KTO taki wyszedł z kuchni? ;D
JEŻELI TO CZYTASZ TO ZOSTAW PO SOBIE KOMENTARZ.
MAM WRAŻENIE, ŻE NIKT TEGO NIE CZYTA V_V
~SWAG





1 komentarz:

  1. Rozdział został napisany znakomicie !
    Zostałaś nominowana do Libster Awards :) Więcej szczegółów u mnie :)
    http://bitch-please-i-am-forever-young.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń